Krąg życia, czyli konstrukcja rynku sztuki

Przewodnik cz.8. Krąg życia, czyli konstrukcja rynku sztuki.

Każdy ekosystem w naturalny sposób wykuwa swoje zasady. To nie kodeks karny ani drogowy, ale zachwianie tej konstrukcji na wczesnym etapie rozwoju rynku może prowadzić do prawdziwego efektu motyla. W poprzedniej części przedstawiłem pokrótce wybranych graczy, jak i pola, na których odbywa się gra zwana rynkiem sztuki. Przyszedł czas, by opowiedzieć o łączących te postacie i miejsca relacjach, które ostatecznie tworzą harmonijny byt.

Na początku był artysta, a artysta stworzył dzieło i wiedział, że było dobre. I sprzedał je na aukcji dla młodych twórców za tysiąc złotych i… ciach… czarny ekran i napisy końcowe „Directed by Robert B. Weide”.

Spróbujmy więc jeszcze raz. Kamera pokazuje plan ogólny pracowni, zbliżenie i spotykamy naszego głównego bohatera – artystę. Właśnie tworzy swoje przełomowe dzieło, które stanie się kamieniem węgielnym jego przyszłej twórczości. Może mieć tego świadomość lub jej nie mieć. Przeczuwa jednak, że jest to moment, by pokazać swoją twórczość światu. Może zgłaszać pracę na różnego rodzaju konkursy, przeglądy czy biennale, chociaż szansa na osiągnięcie wyniku bez wcześniejszej rozpoznawalności na rynku jest znikoma. Decyduje się, że chciałby mieć wystawę indywidualną.

Jak powiedział mi kiedyś jeden z właścicieli galerii, w formie krótkiego haiku: „Wystawa to inwestycja”. Po latach rozszyfrowałem całą intencję tego dzieła japońskiego poezji. Pokazanie młodego, jeszcze nierozpoznawalnego artysty, jest rzeczywiście dla komercyjnej galerii sztuki pewnym ryzykiem, ale również szansą na odkrycie niebywałego i, co ważniejsze, niezagospodarowanego talentu. Przyjmijmy, że obie strony podejmują decyzję o rozpoczęciu współpracy.

W galerii odbywa się wspaniały wernisaż, na który przybywa wielu kolekcjonerów. Przeczucia organizatorów okazały się trafione i pojawia się duże zainteresowanie artystą. Ceny nie są zbyt wygórowane i ustalone na poziomie czterech tysięcy złotych za format 100 x 100 cm. Galerzysta zaproponował twórcy podział zysków 50/50, co w przypadku początkujących malarzy nie jest najgorszą możliwą ofertą. Pojawiają się wstępne rezerwacje na ok. połowę prac. Wszystko wydaje się zmierzać w bardzo dobrym kierunku.

Następnego dnia grupa kolekcjonerów, która złożyła rezerwacje na wystawie, zgłasza się bezpośrednio do artysty z propozycją odkupu wszystkich dzieł, jakimi dysponuje, za 60% ich galeryjnej ceny. Z pozoru ta sytuacja okazuje się być niesamowitą okazją dla artysty. Zarabia znacznie więcej na każdym obrazie i sprzedaje ich dwukrotnie więcej. Po zakończeniu ekspozycji zabiera wszystkie prace i dokonuje transakcji z kolekcjonerami. Pół roku później wraca do galerii z nowym cyklem prac i zdziwiony spotyka się z odmową zorganizowania kolejnej wystawy. Sytuacja staje się znacznie gorsza dla bohatera naszej historii, ponieważ informacja o jego braku lojalności dotarła do innych graczy rynku sztuki.

Jak więc powinien wyglądać idealny model współpracy?

Najlepsza jest sytuacja, w której każdy zajmuje się dziedziną, w jakiej jest wyspecjalizowany. Artysta skupia się na stworzeniu jak najlepszych dzieł, zamiast prowadzić amatorską sprzedaż z bagażnika samochodu. Galeria zapewnia artyście wsparcie kuratorskie i logistyczne przy organizacji wystaw. Dba również o budowanie jego rozpoznawalności i relacje z kolekcjonerami oraz oczywiście sprzedaż dzieł. Zbudowanie stabilnego kanału sprzedaży może zająć nawet dwa, trzy lata, a czasem dużo dłużej, więc obustronna cierpliwość jest wskazana. Kolekcjonerzy poprzez zakupy i nie tylko (o tym w rozdziale „Samospełniająca się przepowiednia”) wspierają zarówno artystę, jak i infrastrukturę wokół niego. Kolekcjonerzy po pewnym czasie, gdy zbuduje się rynek na artystę, otrzymują od wdzięcznej galerii szansę odsprzedaży dzieł w obiegu przedaukcyjnym/międzykolekcjonerskim skupionym wokół galerii. Wszyscy zachowują się odpowiedzialnie, lojalnie i racjonalnie, co powoduje, że zainteresowanie danym artystą przekracza granice podaży zarówno w obiegu pierwotnym, jak i wtórnym, kolekcjonerskim. Wtedy do gry wkraczają aukcje sztuki. Ktoś może zapytać: „Nie krytykowałeś przypadkiem wcześniej aukcji?” Jest zasadnicza różnica pomiędzy krytykowaniem jedzenia kurczaków, które są tak naszprycowane, że mają dwie głowy i muskuły kulturysty zamiast skrzydeł, a spożywaniem bio drobiu z wolnego wybiegu, gdzie pozwalamy im wzrastać naturalnie na najlepszym pożywieniu. Aukcje sztuki z założenia powinny być ukoronowaniem kariery artysty, miejscem, gdzie najbardziej poszukiwane obiekty trafiają do kolekcjonerów, którzy od lat ich poszukiwali. Robienie z licytacji metody na wyprzedaż garażową jest kompletną pomyłką. Wystawa retrospektywna w prestiżowej instytucji czy znalezienie się w zbiorach muzeum jeszcze za życia, to zaszczyty, które przypadają w udziale niewielu artystom i są symbolem dobrze poprowadzonej kariery, która ma szansę przeżyć samego twórcę, a nawet jego prawnuki.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.