Tam i z powrotem, czyli jak rozpocząć przygodę z kolekcjonowaniem sztuki

Przewodnik cz.7. Tam i z powrotem, czyli jak rozpocząć przygodę z kolekcjonowaniem sztuki.

(<nuta> głos Toma Forda <nuta>) Najpierw zrelaksuj się, sztuka istnieje po to, by wzbogacić Twoje życie, a nie przysporzyć Ci więcej stresu. Oddychaj, wejdź w stan głębokiego odprężenia, znajdź coś, co pomoże oczyścić Ci umysł, a wszystko wyda się prostsze.

Nie chcę już na samym początku zabrzmieć jak New Age’owy guru, ale czego tak naprawdę szukasz w kolekcjonowaniu sztuki? Może jest to spokój, którego brakuje Ci w Twoim codziennym życiu zawodowym, pełnym stresujących, przyziemnych spotkań, które owszem, opłacają rachunki i znacznie więcej niż one, ale nie przynoszą już tego spełnienia co kiedyś. Czasem zmęczony umysł potrzebuje ucieczki, a kreatywna pasja, jaką bez wątpienia jest kolekcjonowanie, może okazać się pomocna. Od zawsze doceniałeś piękno, może nie dzieł sztuki, przynajmniej nie tylko ich, i chciałbyś mieć kawałek wybitności tylko dla siebie. Doświadczenia, przede wszystkim te luksusowe, budują twoją pewność siebie, a nie ma nic seksowniejszego niż ona. Bez względu na to, czy któreś z wymienionych stwierdzeń Cię dotyczy, nie wchodź proszę w ten świat tylko z jednego powodu: zarabiania pieniędzy.

Czy pieniądze nie są przypadkiem dobrym powodem? Przecież dzieła sztuki kosztują czasem niemało, a jako człowiek sukcesu nie lubisz przecież nietrafionych inwestycji. Widzisz, to jest właśnie ten moment, w którym ludzie przegapiają sedno sprawy. Sztuka nie jest (a przynajmniej nie powinna być) produktem inwestycyjnym w klasycznym rozumieniu tego stwierdzenia. Jeśli zależy Ci tylko i wyłącznie na pomnażaniu pieniędzy, to wybrałeś nie najlepszą dziedzinę. Nieruchomości, ziemia, metale szlachetne czy kryptowaluty będą być może lepszym wyborem – tam powinieneś odłożyć emocje na bok, a tylko takie podejście pozwoli Ci zgromadzić wymierny zysk. Sztukę kupuj tylko i wyłącznie z myślą, że gdyby rynkowa wartość całej Twojej kolekcji jutro spadła do zera, to ciągle spoglądałbyś na nią codziennie z uśmiechem.

Zawsze kupuj tylko dzieła sztuki, które do Ciebie przemawiają. Nie daj się namówić na kolejnego, gorącego artystę, którego prace pomimo dobrej ceny nie budzą w Tobie żadnych emocji. Jak ognia unikaj proszę cwaniaków opowiadających o tym, jaka to teraz „okazja inwestycyjna”. Jeżeli ktoś przemawia do Ciebie wyłącznie językiem pieniędzy, oferując Ci przy tym zbyt dobrą ofertę, by była możliwa, to dlatego, że jest ona z reguły zbyt dobra, by była możliwa.

Każda długa podróż jest znacznie przyjemniejsza w towarzystwie. Jeśli eksplorujesz nieznane dotąd lądy, bezpieczniej jest to robić z przewodnikiem. Znajdź kogoś, komu przede wszystkim ufasz, a osoba ta ma pojęcie o rynku sztuki. Pozwoli Ci to uniknąć masy potencjalnych problemów i niebezpieczeństwa już na samym początku.

Odwiedzaj wystawy, chodź na wernisaże, studiuj książki, przeglądaj albumy. Jeśli nie masz na wszystko czasu, to wybierz doświadczanie sztuki na żywo, a nie czytanie o niej.

Zadając pytania, uczysz się najszybciej, więc korzystaj z każdej nadarzającej się okazji. Nie ma głupich pytań, zbyt drażliwych kwestii czy nieodpowiedniego na nie miejsca. Bądź głodny wiedzy, a zanim się zorientujesz, to Ty będziesz przewodnikiem dla innych, którzy zaczynają.

Zaplanuj z wyprzedzeniem budżet, jaki jesteś w stanie komfortowo przeznaczyć na sztukę. Słowo komfortowo nie zostało tu użyte przypadkiem. Pamiętasz jak kilka zdań wcześniej przywołałem najczarniejszy z czarnych scenariuszy? Przeznaczenie wolnych środków pozwoli Ci cieszyć się obcowaniem z dziełem bez występujących z tyłu głowy wyrzutów sumienia, dotyczących stanu Twoich finansów. To bezcenna sytuacja, która zaoszczędzi Ci bezsennych nocy. Kwota ta oczywiście będzie się różnić i w skali roku może wahać się od kilkuset złotych do kilkuset tysięcy. Tak naprawdę górny limit nie istnieje i zależy tylko i wyłącznie od Twoich możliwości, fascynacji i potrzeb. Ważne jest jedynie to, by zarządzać budżetem świadomie i odpowiedzialnie. Z mojego doświadczenia w tym zakresie wynika, że czasem lepiej kupić dwa–trzy obiekty, które się naprawdę kocha, niż kilkadziesiąt takich, które wydają się być ok, ale nie budzą żadnych głębszych uczuć. Jak zawsze ostateczna decyzja należy jednak do Ciebie.

Wielu początkujących kolekcjonerów zaczyna dzisiaj swoją przygodę od aukcji sztuki, szczególnie tych przeprowadzanych tylko i wyłącznie w internecie. Kuszeni przez hochsztaplerów inwestycyjnymi hasłami i potencjałem wzrostu młodych artystów, którzy już za kilka miesięcy mają być wyceniani na niebotyczne kwoty, wpadają w dziurę bez dna. Znana jest mi historia człowieka, który przez krótki okres kupił kilkaset prac za górne kilkaset tysięcy łącznie, licząc, że w ten sposób łatwo pomnoży swój majątek. W momencie w którym po uzyskaniu wiedzy chciał wyjść z tych pozycji, by kupić kilka prac, które mu się naprawdę podobały, nie był w stanie znaleźć nabywców na rynku wtórnym na większość obiektów. Został więc z niemal pełnym magazynem „świetnych inwestycji”.

Jeśli to możliwe staraj się więc obcować z dziełem (a najlepiej także z artystą i innymi graczami pola sztuki) na żywo. Nic nie jest w stanie zastąpić wartości reprezentowanej przez taką relację. Przeglądanie godzinami wyników ostatnich aukcji w żaden realny sposób nie pomoże Ci w nauce percepcji sztuki. Dodatkowo bezpośredni kontakt pozwoli Ci zbudować ciekawe więzi, dostarczy niezapomnianych wspomnień i emocji kompletnie niedostępnych w przestrzeni wirtualnej.

Jeśli to tylko możliwe, staraj się kupować prace żyjących artystów. Nie chodzi tylko o aspekt ich wspierania, ale także fakt, że reprezentują czasy i konteksty kulturowe, w których żyjesz ty sam.

Warto zbierać dokumentację związaną z nabywanymi dziełami sztuki. Certyfikat autentyczności na wstępnym etapie może nie wydawać się niezbędną częścią transakcji, ale z biegiem czasu ma szansę okazać się bardzo ważnym elementem. Wycinki artykułów o artystach, których kolekcjonujesz, zdjęcia z ich wystaw i wernisaży mogą również wzbogacić Twoją przygodę. Staraj się także śledzić wypowiedzi twórców, w trakcie których prezentują oni swoją filozofię oraz opowiadają o metodach pracy.

Nigdy nie staraj się „przeskakiwać” galerii, marszandów czy managerów w procesie zakupu dzieła sztuki. Dlaczego jest to nie tylko skrajnie nieetyczne, ale i potencjalnie groźne dla integralności rynku sztuki opowiadam w rozdziale „Za to co w nas najlepsze”.

O kolekcjonowaniu warto myśleć w długiej perspektywie, bardziej jak o maratonie, a nawet sztafecie maratonów. Kolekcja budowana latami może być wspaniałym dziedzictwem i okazją, by wraz z nią przekazać kolejnym pokoleniom nie tylko obiekty, ale emocje, doświadczenia i naukę, która z nich płynie. Nawet jeśli nie planujesz następnych pokoleń, po Twoim odejściu spójny zbiór prac chętnie zostanie przyjęty przez dobre muzeum, które w zamian zapewni przetrwanie pamięci o Tobie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.