Sztuczka ze znikającym ołówkiem, czyli elitaryzm i sygnalizowanie cnoty

Przewodnik cz.4. Sztuczka ze znikającym ołówkiem, czyli elitaryzm i sygnalizowanie cnoty.

Sztuka wydaje się być dla wielu osób fortecą nie do zdobycia, przeznaczoną dla wybranych i wtajemniczonych. Jednym z powodów takiej reakcji jest fakt, że niektórzy gracze rynku stosują onieśmielające sztuczki. Używanie skomplikowanej terminologii, dobudowywanie niestworzonych historii do obiektów, do których te opowieści zwyczajnie nie pasują, czy aprioryczne rzucanie stwierdzeń dotyczących rzekomej wybitności danego artysty. Może to prowadzić do pewnego rodzaju dysonansu, w trakcie którego człowiek zastanawia się, czy to on jest szalony, czy przypadkiem król jest nagi.

Ta narracja może dodatkowo wynosić na piedestał bardzo przeciętnych artystów i prowadzić do pojawiających się pretensjonalnych stwierdzeń w stylu: „Wydając prawdziwe pieniądze, chcę kupić dzieło prawdziwego artysty” (w domyśle – drogiego). Kolekcjoner, który wypowiada to zdanie z pozycji znawcy, nie ma świadomości, że sam został ograny. Cena wywindowana do astronomicznego poziomu nic nie dodaje pracy, która może okazać się na końcu totalnym bublem. Z drugiej strony dzieło o relatywnie niskiej wycenie może dostarczać gigantycznej satysfakcji nabywcy.

Kolejną kwestią jest fasadowe zaangażowanie niektórych twórców w problemy społeczne, o których nie mają bladego pojęcia. Płytkie i koniunkturalne prace, przebrane w szaty walki o idee, mają za zadanie jedynie sygnalizowanie cnót autora szerszej publiczności. Z mojej strony nie jest to absolutnie próba ataku na sztukę konceptualną czy też zaangażowaną. Wręcz przeciwnie, uważam, że w natłoku pseudozaangażowanych realizacji giną wartościowe perełki, które miałyby szansę w innym wypadku zabłysnąć i dokonać prawdziwych zmian.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.